> A nie. To już jest sprawa publiczna, że ktoś podpora poprzedniego
reżimu
> (oficerem politycznym nie zostawało się "z ulicy" - trzeba
było być
> zasłużonym towarzyszem) teraz uczy nowe pokolenia demokracji.
Nie udawaj, że nie wiesz, że w latach PRL każdy osobnik płci męskiej,
który
kończył studia wyższe był kierowany do wojka, do tzw. Szkoły Oficerów
Rezerwy. Do SOR-u nie trafiali tylko kapusie z SB i działacze partyjni oraz
młodizeżowi - cała reszta nie miała nic do gadania i szło na 12 miesięcy
w
kamaszki, po czym była promowana na podporucznika rezerwy. Potem jeszcze,
jak ktoś miał pecha, poligony dla rezerwy: wystarczało zwykle 90 dni
w
rezerwie, aby dojechać do kapitana. Gdyby nie to, że swego czasu miałeś
owocną rozmowę ze smutnymi panami - też pewnie byś brykał w jakimś
SOR-ze.
Byłeś jednak na tyle przewidujący, aby doczekać swoistej amnestii, ktorą
przewidywał ustawa o powszechnym obowiązku obrony.
Nie rżnij więc jedynego sprawiedliwego.
AC